środa, 29 marca 2017

jak się uprawia ogródek



Kasia z budki 24 umie zrobić na szydełku  wszystko! Na podstawie moich kolorowych szkiców  udziała taki oto ogródeczek:


Zdjęcie użytkownika Budka.

 Kwiateczki leżały gotowe już od października, i ciągle robiłam cos ważnego, pilnego i w ogóle. No ale kiedy rozkwitły mi podświadomie również  na stole do pracy,  w postaci tej oto wycinanki poczułam ze czas jest bliski!


Książka Agnieszki Frączek "Za płotem z ostów" ma się ukazać na majowe Targi Książki w Warszawie, tu ilustracja do wiersza pod jakże wymownym tytułem PASKUD Z MAŁŻONKĄ

na moim stole zadział się  hipnotyzujący film z rolami drugoplanowymi godnymi Oskara. A przynajmniej Złotego Globu, no dooooobra, żeby nie przesadzić- Orła klik!
 
I to mi przypomina historię, jak to na Mazurach na kwaterze u Kobiety Budzik (zyskała to miano przychodząc regularnie rankiem 7 rano, zapytać co u nas słychać) w kuchni letniej, na tarasie z oszałamiającym widokiem na jezioro, pichciliśmy sobie różne pyszne  rzeczy, aż przyszła nam ochota na grzyby. Oboje z Panem Sierotką- miejskie dzieci, dopiero kiedy potkniemy się o półmetrowego borowika, mamy jakieś osiągi w tej dziedzinie. Kupiliśmy więc grzyby u tubylczego gibkiego pijaczka, który regularnie próbował "pożyczyć" od nas 10zł. No i pichcimy sobie, aromaty najwyraźniej z naszego piętra zwabiły Kobietę Budzik, która a jakże przychodzi, pyta gdzieśmy te piękne grzyby znaleźli, na co my że eeee nooo kupiliśmy, ona w śmiech, no bo kto by grzyby KUPOWAŁ?! Zasromała się, lekko nadęła, powiedziała chłodno ,że rozuuuuumieeee, każdy ma takie SWOJE MIEJSCA na grzyby, nie chcemy powiedzieć, truuuudno i o cudzie obrażona przestała przychodzić.

Tak więc jeśli chodzi  o szydełkowe MOJE MIEJSCA, to ja mam trzy takie cudowne polanki - budka 24 , Jarecka i Alcydło.


Co do namolnie chodzących za mną  kwiatków:
pomiędzy Scyllą a Charybdą, pomiędzy ustami a brzegiem pucharu, nową książką, nowym Świerszczykiem, wystawą a zdrowym rozsądkiem zrobiłam naszyjnik.

  Jak ktoś chce zobaczyć jak wygląda na człowieku taki wyszywany śliniaczek niechaj zajrzy>>>TU. Jak ktoś jest ciekawy relacji z wystawy w Poznaniu, niechaj uda się pod ten sam adres.



No i tego- no- czekają jeszcze takie - niebiańskie sadzonki, więc nie opuszczajcie przewodu!





niedziela, 19 marca 2017

Tekst Joanny Olech




Jadę ze swoją menażerią na Targi Książki do Poznania   gdzie w dniach 24-26.03.2017 ma się odbyć moja wystawa w ramach cyklu -uwaga- uwaga- "Mistrzowie Ilustracji".

Zgodziłam się chyżo, zanim Organizatorzy  zdążyli się głębiej nad moją kandydaturą zastanowić.


Ulubione prace z ulubionych książek. Pojemne doprawdy mam serce, bo ilustracji będzie grubo ponad setka. Z kolekcji Dziecka  z  Dzikoludka   Pana Kuleczki  Chichotnika  Cudownej Studzienki   Drzewek szczęścia  Królowej Śniegu  mojej  pierwszej księgi pojazdów     mojego pierwszego alfabetu     Osieckiej dzieciom , ilustracje ze  Świerszczyka  i ze Spacerkiem przez rok i z książki Wawel- Zamek Tajemnic .




I wiecie co?-Joanna Olech- napisała o mnie taki tekst do katalogu. Wzięłam się i wzruszyłam:


"Gdzieś między czwartym, a szóstym rokiem życia Ela Wasiuczyńska postanowiła, że zostanie ilustratorką książek dla dzieci. Jak postanowiła, tak zrobiła, co nie powinno dziwić u osoby obdarzonej stalową wolą i mrówczą pracowitością. Po drodze - bagatela! - wystarczyło kupić pędzelki i skończyć studia na krakowskiej ASP, a potem osiąść w podkrakowskich Węgrzcach, w domu z widokiem na las, zagon kapusty, zająca i sarenkę.

Krystalicznie czyste powietrze pod Wawelem (sic!) sprawiło, że Elżbieta pozostała krakowianką z wyboruDom udekorowała na własną modłę - w soczystych, tropikalnych kolorach. Podobnej metamorfozie ulegały wcześniej wszystkie studenckie mieszkania Eli i jej męża - artysty malarza (z racji postury zwanego Panem Yeti*). Meble i ściany poddane zostały bezlitosnej obróbce - nudne, mieszczańskie politury i bure lamperie zniknęły pod warstwą świetlistej farby. Kolor jest religią tej pary - rządzi w domu niepodzielnie. Kobaltowa sypialnia, jaskrawożółta kuchnia, pomarańczowa łazienka...- wchodząc, czujemy się gośćmi Pana Kuleczki. To nie przypadek - artystka do ilustrowanych przez siebie książek targa własne meble, sprzęty i poduszki. Świat wykreowany na użytek literackiej fikcji i realne otoczenie Elżbiety zlewają się w jedno - Wasiuczyńska nosi sukienki swoich bohaterek, "pożyczają" sobie wzajemnie torby i korale. Kaczka Katastrofa panoszy się w salonie artystki, pies Pypeć śpi na niebieskiej sofie... Uważny obserwator wyłowi z książek na wskroś "wasiuczyńskie”, prywatne fanty ilustratorki. Garnki, kubki, pościel, doniczki... każdy przedmiot w domu dwojga malarzy poddany jest kolorystycznej regule, która czyni ich prywatną przestrzeń wyjątkową. Ta niezwykła umiejętność narzucania światu swojego estetycznego porządku bywała przydatna - Elżbieta przez wiele lat projektowała ubranka dla marki "endo" i dekoracyjne gadżety do dziecięcych pokojów. Nieletni krewni i przyjaciele, ubrani od stóp do głów, do dziś wspominają te czasy z rozrzewnieniem.

Elżbieta ma rzadki kolorystyczny dar - obstając przy kolorach czystych, łączy je w tak wyrafinowane kombinacje, że dają efekt świetlistości, bez pstrokacizny. W jej malarskich ilustracjach światło odgrywa znaczącą rolę - wiosenne plenery, ukwiecone łąki, połyskliwe jeziora... - to wszystko buduje atmosferę błogiego lenistwa i bezpiecznego, dziecięcego raju. Z książki na książkę paleta Elżbiety rozszerza się o kolejne kolorystyczne eksperymenty - energetyczne, nasycone, jak patera soczystych owoców.

Pośród ilustratorów są: "malarze", "rysownicy", "architekci książki"... Elżbieta z pewnością należy do tych pierwszych, ale ma przy tym umiejętność dowcipnego charakteryzowania rysunkiem swoich bohaterów. Zażywne paniusie, chude dziewczątka, dranie spod ciemnej gwiazdy, przebiegli złoczyńcy, zarozumiali władcy... - na pierwszy rzut oka rozpoznajemy typy i typki. 

Talent do skrótu, karykatury, łączy się z inną zaletą artystki - poczuciem humoru. Elżbieta Wasiuczyńska jest bystra, dowcipna, ma ucho do słownych szarad i językowej żonglerki. Znajdziemy na to liczne dowody w ilustracjach i drugie tyle na autorskim blogu Eli http://wasiuczynska.blogspot.com/
, gdzie w krótkich, komicznych postach komentuje swoją ilustratorską robotę. Fani bloga wyczekują niecierpliwie na kolejne wpisy, bo graficzka odsłania sekrety warsztatu, ujawnia etapy powstawania ilustracji i zaplecze pracowni, zapełnionej pudłami tęczowych nici, wielobarwnych paciorków, polarowymi skrawkami, które za chwilę przybiorą kształt bajecznie kolorowych, wyszywanych ilustracji.

Elżbieta Wasiuczyńska ma wielki talent do przyjaźni - jest uważna i szczodra, przyjaciół rozpieszcza, obdarowuje zabawnymi liścikami. Wytrwale koresponduje na papierze, starannie dobierając papeterię i dekorując ją własnymi rysunkami, które stają się cenną pamiątką.

Wszystko, co robi Elżbieta Wasiuczyńska, jest integralne i do trzewi "własne" - jej artystyczne wybory nie są kwestią chwilowej mody, czy koniunktury, ale są z ducha "wasiuczyńskie"- stylistycznie spójne, rozpoznawalne, niepodobne do innych... Z każdym nowym ilustratorskim zadaniem artystka wprowadza do własnego języka wizualnego kolejne głoski i wyrazy - sięga po nowe techniki, testuje narzędzia, nie tracąc jednak własnego, oryginalnego brzmienia, które tak lubimy. Nowe pomysły mnoży i aplikuje dzieciom podczas warsztatów plastycznych. Zaraźliwy optymizm, który emanuje z jej ilustracji, zjednuje Elżbiecie Wasiuczyńskiej armię małych i dużych entuzjastów."


*Pan Yeti w pełnej krasie:



A w sobotę, 25 marca, od 13:00 do 14:00  razem z Agnieszką Żelewską i Wojciechem Widłakiem i kompletem narowistych długopisów będziemy czekać na czytelników na stoisku Media Rodziny. Do zobaczenia!



wtorek, 14 marca 2017

Z wielką pompą.

OGŁASZAM  Z POMPĄ,  a pompa stoi sobie w żuławskich chaszczach mojej koleżanki
  Kasi, która ma dziś urodziny- 100 lat Kózko!


że konkurs numer 1 wygrała Ania M.
a konkurs numer 2- Kurruka Parda*
Gratulacje, wiwaty, spontaniczne okrzyki, jodłowanie, kwietne wieńce na szyjach i łzy wzruszenia...



Dobiegłam z nożyczkami i resztą ferajny do mety- książka Agnieszki Frączek
Za płotem z ostów ma się ukazać na majowe Targi Książki w Warszawie.
Nie wiem jak Wy, ale ja się cieszę!


*Kurrukę poproszę o naziemny adres mailem na wasiukmałpaautograf.pl

niedziela, 5 marca 2017

Dwie wyklejki i dwa konkursy



Kilka fotek z frontu robót. 


Jak bystroocy zauważą, niezbędna przy pracy jest :

A) Duża ilość sprzętu krojącego
B) Anielska cierpliwość 
C) Kojąca obecność sera pleśniowego.

 

Próby montażu artefaktów serem Valbon, ku memu niebotycznemu zdumieniu, nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Użyłam więc po wielekroć sklejanej pianki montażowej.




pierwsza wyklejka
druga wyklejka inna- no bo kto bogatemu zabroni?



Moja miłość do wyklejek sięga het- heeeet w mroki 1905roku, kiedy byłam jeszcze bardzo mała. 
Nasza Księgarnia wydawała wtedy serię z kotem, w której były takie oto cud wyklejki:


No i teraz konkurs dla tych z dotkliwą  Peselozą, albo zamiłowaniem do vintage- z jakich czterech książek Naszej Księgarni pochodzą te cztery wyklejki?

1) Pierwsza osoba która poda w komentarzu  tytuły powyższych książek, dostanie papierowego pieska. Bardzo ekonomiczny model, zważywszy ceny karmy i to że ten piesek nie brudzi, nie gubi sierści, nie szczeka, nie żebrze pod stołem, nie zajmuje ulubionego fotela, nie skacze na człowieka z ubłoconym podwoziem (he, he), nie skuczy rano w oczekiwaniu na spacer. Mówiłam już, że najbardziej na świecie lubię psy?



2) No i jeszcze zwierzun  dla tych, którzy nie mają stu lat, słoniowej pamięci, ani kolekcji starych książek, ale za to mają szczęście w systemie chybił- trafił.
Jak myślicie do wierszy jakiej polskiej Poetki kroję te ostatnie papierowe ilustracje? Pomiędzy tymi którzy zgadną ( każdy może zaproponować 3 nazwiska) będzie rozlosowany drugi - żółty psiurek.
Bawimy się do poniedziałku 13 marca do godziny 13tej.



poniedziałek, 27 lutego 2017

Skłonności.








  Najpierw dziewusia wyglądała tak..


                                 ...ale umowność umownością, ramiona jednak nie wyrastają wprost z biustu.
Po kilku poprawkach natury anatomiczno odzieżowej, 

małym zabiegu fryzjerskim - miłość do przyrody już kwitnie na całego.



piątek, 24 lutego 2017

poniedziałek, 20 lutego 2017

Robaczek

Możemy się tak umówić- ja będę wycinała domki robaczków i towarzyszące im wszechświaty, a Wy będziecie trzymać kciuki żebym zdążyła z tym koksem do końca miesiąca, dobrze?






 Bez Waszego dopingu chyba nie dam rady.